2006-02-20 21:09:04

Emergency trap

Aniołem nie jestem. Nie wiem dokładnie o co chodzi z tym całym stereotypem delikatnej, dobrze ułożonej, czułej kobietki, ale domyślam się, że ja sama nie spełniam wielu kryteriów przykładnej kobiety. Tak naprawdę zawsze miałam problem z odnalezieniem takiego pierwiatka kobiecości w sobie. Czy źle się z tym czuję? Czasami doskwiera mi to bardziej niż bym chciała. Byłoby hipokryzją z mojej strony przyznanie, że tak nie jest. Człowiek ma to do siebie że lubi, kiedy inni ludzie, zjawiska otaczający nas świat, stany rzeczy są przewidywalne, doskonale poukładne, znajome, może troszke z góry przesądzone. Tak jest bezpieczniej.
Ale nasze życie takie nie jest i z tym również trzeba się pogodzić, to jest ta forma nienagannego nieporozumienia człowieka z naturą, jaką został obdarzony.
Nie wiem czym jest coś takiego jak sprawiedliwość naszego swiata, nie wiem też czy istnieje jakakolwiek sprawiedliwość. Mogę być przygotowana na wiele, ale nigdy nie mogę być niczego pewna, może z wyjątkiem śmierci... nie wiem.
Także hasło użyte w pierwszym zdaniu nie jest dla mnie jednoznaczne, bo czymże jest Anioł? Czy kobieta jest jego ziemskim odpowiednikiem? Tego również nie wiem, ale skądże mogę wiedzieć takie rzeczy skoro nie znam nawet podstawowych odpowiedzi...
Zawsze przyjmowałam utajoną bierną postawę wobec otaczających mnie sytuacji, wolałam ukryc się w zaciszu własnego wnętrza niż wdawać sie w otwarte konflikty. Myślałam, że dzięki temu nikt nie wejdzie w moją przestrzeń. Myliłam się.
Przeraża mnie agresja ludzi. Ale wiem, że prawdą jest iż nie potrafię pogodzić się z agresją własną. Tłumię ją gdzies w sobie, ale pęta w końcu pękają i to wszystko co mnie dusi zalewa duszę ogromem żólci.
Coraz więcej pytań kiełkuje w moich myślach, a odpowiedzi przychodzą rzadko i znienacka.
Układam hierachię błędów pod siebie, staram się pamiętać o innych, ale pamięć jest ulotna.
Wiem, jednak że niezgoda na akceptację tego co mnie boli, jest pierwszym krokiem w walce z ponura gmatwaniną obecnego życia.
Dlatego póki co mówię cichutko NIE!, muszę popracować nad głosem.
Cinn-A-Mon

skomentuj (4)


2006-01-29 21:23:05

Rozpaczliwie szukam złudzeń...

... bo przecież życie wydaje się być jednym wielkim snem, tak krótkim, nieralnym, czasem niespełnionym, do bólu prawdziwym.
Wspominam swoje życie klatkami, poszczególne obrazy, które potencjalnie mogły wpłynąć na to kim teraz jestem. Dziś wydaje się to być niepotrzebne, ale pamiętam, że za każdym rogiem kryje się jakaś prawda.
Widzę siebie w różnych osobach, w różnych twarzach dostrzegam własne odbicie, ale wciąż nie przyznaję się do siebie.
Czuję się jak płótno, na które nałozono całą paletę barw, kolory łączą się, mieszaja, tworzą nowe odcienie, poźniej zasychają.
Już zapomniałam co chciałam powiedzieć, strony nadal pozostają białymi kartkami.

Cinn-A-Mon

skomentuj (2)
2006-01-18 19:27:18

Again

Dryfuje sobie tak juz od pewnego momentu minionych chwil, miedzy jasnością jawy a ciemnością snu.
Przeplatające się światy tworzą dziwną mozaikę nowych doznań. Stojąc na przystanku zastanawiam się czy jeszcze tu gdzieś jestem, czy jest jeszcze dla mnie miejsce.
Nie umiem ująć w słowa mojego braku zrozumienia dla tego co mnie otacza, dotyka, czasem nawet pożera. Zatracam się w bezsensownym, spalajacym biegu donikąd.
Podążam śladami innych, powtarzam znaną stylistykę.
Rozdziera mnie brak słuchu innych. Przeraża nadchodząca katastrofa oślepienia blaskiem wstydu, rezygnacji, zdziczenia.
Posługując się wyuczonym rytmem słów, nie umiem już powiedzieć nie...
Cinn-A-Mon

skomentuj (1)
2006-01-02 22:28:52

No surprises

Nie płodzę, bo zwyczajnie niezwyczajnie nie czuję potrzeby, w sensie takim, że może jakieś tam pragnienie błądzi gdzieś, znienacka w zakamarkach woli, ale...
złe chyba, albo inaczej kruche były te podstawy, na których poważyłam się budować własne ujście przefiltrowanej rzeczywistości.
Budulec stanowiły przede wszystkim lęki, obawy, brak wiary w siebie, strach, złość, frustracje, kryzysy, chęć odnalezienia się tu i teraz. Od tamtego czasu nie zmieniło się zbyt wiele, ale wystarczajaco dużo bym doszła do wniosku, że czegoś tutaj nie ma, a coś występuje w nadmiarze.

Nie chcę przekreślać, umniejszać, ani też odgradzać się od tego co było w swoim czasie tak dla mnie ważne. Jednakże pewne rzeczy w natłoku zdarzeń, pustce codzienności, jednowymiarowości, niekompatybilności bytu przestaja wystarczać, człowiek ma ogromny apetyt różnie ukierunkowany, zawsze mu mało, a może to mnie zawsze czegoś brakuje?

Za dużo taniego, ckliwego sentymentalizmu,
za mało surowego mięsa.
Cinn-A-Mon

skomentuj (2)
2005-12-06 23:52:52

I can't stop being me

Weszłam już jakiś czas temu w pewną dość osobliwą rutynę. Doskonale wiem, ze to co zdarza mi się pisac ostatnio nie jest dobre. Udało mi się pozbyć strachu przed zapoznawaniem się z tym co wyszło spod moich mysli, zdobyłam się też na pewien dystans i potrafię odróżnić chłam od tego co moze posłużyć za inspiracje.
Wmawianie sobie kryzysu nie tłumaczy nic i przestało być moją domeną przy braku chęci rozwoju. Wiem, ze to dość niejasne i bardzo zachwiane. Samej mi trudno jakoś okiełznać własne przemyślenia, bo nie mogę już dłuzej niwelować ich istnienia we mnie. Jednak nie stać mnie zapisywanie myśli w miare klarownie.
Prawda jest taka, że wydaję się być pogodzona ze sobą, jest mi dobrze, jestem szczęsliwa. A, to wytrąca mnie z pewnego schematu, w którym sama jakoś tak, mimowolnie, bądź nie, sie zapętliłam. Szczęscie nie sprzyja mojej wenie, tak myślałam jak dotąd ograniczjac się tylko i wyłacznie do własnych myśli i spostrzeżen. Chyba już czas zwrócić uwagę na to co dzieje się na zewnątrz mojego świata, który może nawet nie poukładany żąda zmian i powiewu świeżego wiatru, jakiegoś nowego ducha, który rozbudziłby ponownie moją wrażliwośc, ale nie taka, ktora ograniczałaby się li tylko do pochlipywań nad złem tego świata, ale moze też nad docenieniem piekna, które gdzieś jest tuż obok mnie, gdzieś tak na wyciągniecie ręki, ale ja zbyt ślepa, zamglona przez własne JA nie mogłam dostrzec, ze istnieje coś czego tak naprawde zawsze szukałam, choć moze nie zdawałam sobie sprawy.
Znów piszę ogólnikami, ale takie pisanie jest łatwiejsze, zwłaszcza na etapie odkrywania pewnych istotnych spraw, które znajdują sie w fazie rozwoju i jeszcze nie czas na nazywanie i określanie.
Kiedyś znjadowałam się wysoko nad powierzchnią ziemi, rzeczy materialne nie miały dla mnie większego znaczenia, wydawało mi się, że człowiek musi cierpieć, choćby nawet sam doprowadzał się do tego stanu. Dziś już tak nie myśle, ponieważ dopiero jasne stało się dla mnie TU i TERAZ.
Może wydam się komuś, kto przez przypadek zbłądzi w moje progi jakąs totalna megalomanką, idiotką, czy kimkolwiek innym, ale tak na dobrą sprawę, chyba zawsze najbardziej bałam się swojego własnego zdania na mój temat. Przyznaję się bez bicia, ze czytajac poprzednie notki można odnieśc wrazenie, ze niezbyt pochlebnie wyrażam się o sobie. Nie wiem czy robiłam to z czystej przekory, czy moze z wiary że taka jest prawda. Wiem tylko, że znam jakąs tam swoja wartość teraz i nie boję się odpierać zarzutów, a takze przyjmować krytyk na temat mojej osoby.
To chyba tyle na mój temat. Mam nadzieje że coś spłodze w najbliższym czasie, coś co choćby troche wznowi formę i kształt tego bloga, bo chyba najbardziej zalezy mi na rozwoju, choć troszkę jakbym o tym zapomniałam.
Cinn-A-Mon

skomentuj (0)
2005-11-24 20:49:10

_

Ogarnia mnie jakiś taki paniczny lęk przed pisaniem. Czuję, że nieważne co napiszę i tak bedzie to totalne dno. Więc tak już wstrzymuję się dłuższy czas. Nie wiem gdzie się podziała cała ta moja chęć wylewania potoków słów.
Może to przez nadmiar rozmów, a moze przez brak bodźców. Nie wiem.
Wiem, że więzi mnie jakiś potworny strach, który hamuje wszelkie moje odruchy.
Panika, niemoc, zero współczucia.
Jedyne myśli kotłują się wokół przetrwania tej mroźnej pory.
Poplątane sny, które powodują stan bliski zwątpienia w jakikolwiek sens.
Nie wiem po co robie cokolwiek, mając to dziwne odczucie braku wiary w jutro.
Nie pamietam już siebie sprzed roku. Zamykając oczy rozpoznje rysy twarzy osoby, która nie chcę być.
Utknęłam w jakimś takim strasznym zamęcie. Już nie wiem dokąd iść. Czuję, że wybrałam trasę powrotną. Czuję ten regres we wszystkich trzewiach, a mimo to brnę do tyłu.
Czuję sie wypatroszona z wszelkich pozytywnych mysli, już nawet nie mam siły na marzenia. Poprostu mnie na nie nie stać.
Nic nie jest dobrze. A, ja mam dosyć udawania, że jest inaczej, potakiwania i przyzwalania na odzieranie mnie z resztek człowieczeństwa.
Cokolwiek by to miało znaczyć.

Cinn-A-Mon

skomentuj (0)
2005-10-29 20:10:18

Drain my blood!

Fermentuje moja jaźń. Ginę pod naporem własnych wrażeń. Los dokonuje dziwnych inwazji na moje własne dawno temu nieodkurzane JA.
Cóż, zmieniam się, dojrzewam, dorośleje, ale mądrości jak brakowało tak brakuje.
Staram się nie czuć winna, znajdować ukryte pokłady wewnętrzenej energii, minimalizować lęki, słabości. Robię to troszke tak nieświadomie, a troszke naumyślnie, z czystej zachłanności.
Krew pulsuje w żyłach, przeżywam prawdziwe blood pressure.
Ale dobrze mi w obecnym stanie rzeczy, bo czuję, że żyję. Koniec bolesnego stanu inercji i negacji prostych spraw oczywistych.
Potrzebna mi była chwila miękkiej mozolności, ale kropla się przelała i czas poddać się biegowi.
Nie wiem jeszcze dokładnie co to znaczy. Ale mimowolna bezosobowość zaczęła mnie przygnębiać.
Sama siebie wtłoczyłam w schematy zmęczonego braku czasu. Czas mam, nawet jesli mam wypruwać żyły uszczknę każdą minute ze zwykłego dnia.
Nie pozwolę schematom działać na przekór własnym wyobrażeniom.
Może idealizm sie wyczerpał, ale za uczucia, które najbardziej w świecie mnie drażnia z usmiecham na twarzy podziękuję.
Finito
Cinn-A-Mon

skomentuj (0)



Lirin, ubierzsie!
brushes: miss m
blog.pl

Archive
¬ Add
¬ See

Past
2006
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec